sobota, 19 marca 2011

Dzień czwarty...

__________________________________________________________________________

Na marginesie: oczywiście, że nie są to dni kolejno po sobie następujące, tylko dni zapisywania...
__________________________________________________________

W Polsce znaczenie funkcji prezydenta zmienia się zależnie od tego, którą stronę on reprezentuje: lewą, czy prawą, czy pamiętamy nazwiska premierów za czasów Jaruzelskiego, Wałęsy, Kwaśniewskiego? Nie bardzo... byli aktorami klasy B, często spadającymi ze sceny. To  lewaccy prezydenci rządzili Polską, ciesząc się władzą, sławą i przywilejami.
No... niby Wałęsa przyznawał, że nie jest lewą ani prawą nogą - tylko pośrodku, ale to w końcu on, wielkim ołówkiem, w Magdalence podpisał zdradę z do dziś rządzącymi,...

To wyjaśnia podłe traktowanie zmarłego Lecha Kaczyńskiego. Jako prawicowiec nie miał szans, być prezydentem sprawującym władzę w Polsce. Polscy iluminaci (jak niektórzy nazywają klan Michnika), manipulując ludzkimi uczuciami spychali go w cień, odbierając mu przywileje, zasługi i fałszując jego wizerunek.


Wyeksponowano wtedy funkcję premiera i Donald Tusk został władcą totalitarnym na polskiej platformie, a jego zadaniem było zredukowanie roli prezydenta, do roli piątego koła u wozu.
Pomogła mu w tym kampania reklamowa, na szeroką skalę przeprowadzona za pomocą oficjalnych mediów polskich. Przy aplauzie sojuszników ze wschodu i zachodu odebrano wszelkie zasługi Lechowi, przypisując cuda i dziwy Donaldowi.
Bronisław Komorowski, to znów „swój człowiek”, więc choć czasem stawia się Tuskowi, to mocno siedzi na tronie, co prawda w polityce znacząc tyle, co królowa Elżbieta w Anglii (nooo... może jednak Elżbieta ma większe wpływy na polityków).
Ciekawe: do USA oficjalnie wysłano Komorowskiego (niby prezydent z prezydentem...) a do Katynia Tuska (niby premier z premierem...).
Jak widać w Rosji podobnie jak w Polsce, zmienia się ważność prezydentury i premierowania – zależnie od tego, kto te funkcje sprawuje...
_____________________________________________________________

Bardzo ważne! - lustro zaparowane w łazience należy przecierać wodą z mydłem i gliceryną. Będzie lśniące jak ...szkło. Dlaczego takie ważne?, bo tylko w łazience widzimy jak wyglądamy naprawdę.
_____________________________________________________________

Na facebooku Hołdys rozpycha się jak kukułczę w cudzym gnieździe. Nie rozumie, że powinien odchudzić nie tylko ciało, ale i duszę...
______________________________________________________________

Jestem na kilku forach internetowych, gdzie jedni dyskutują, a drudzy milczą.
Na niektórych znalazłam się bez mojej zgody, ktoś dołączył mój adres mailowy, jak np. na tym, gdzie też czasem wpisuje się Lech Wałęsa. Na tym forum należę do czasem czytających i niebiorących udziału w dyskusji, która (bo taka moda w komentarzach, szczególnie politycznych) często jest wulgarna. Ale nie wypisałam się, chcę wiedzieć co myślą.
Jak mi się znudzi, będę kasować bez otwierania...
Ale nie o tym... Jestem też na forum, gdzie w części są moi koledzy z gimnazjum Reja w Warszawie, do którego chodziłam. Niektórych z nich znałam powierzchownie, niektórych nie pamiętam. Zaproponowałam przedstawienie się zdjęciami, bo nie lubię dyskutować z ludźmi bez twarzy. Część się pokazała, część nadal obserwuje wpisy z ukrycia, czasami tylko strzelając coś niespodziewanego.
Jak np. jeden z dawnych szkolnych kolegów, który zapytał czy to aby na pewno jestem ja - na zdjęciach z różnych okresów mojego życia, bo wyglądam na nich jak gwiazda filmowa, a on mnie pamięta zupełnie inną ze szkoły, przypominając, jak to jeden z profesorów wysyłał mnie na spacery do Wilanowa, bo przeszkadzałam w prowadzeniu lekcji.


Były kolega grzecznie dał mi do zrozumienia, że w szkole byłam brzydulą.
Fakt, byłam brzydkim kaczątkiem, chodziłam na wagary (w dziesiątej klasie zebrało się aż trzy miesiące!), bywałam rozczochrana, często miałam rozdarty fartuch, dziury w czarnych pończochach zamalowywałam tuszem... Dopiero od czasu zainteresowania się chłopakami zaczęłam poprawiać urodę.
Z napstroszonego kaczątkowania wyrosłam, jakiś czas będąc zadbanym łabędziem...:), za to na stare lata znów jestem ...kaczką - bo tak wygodniej.
A propos gwiazd filmowych: kilka tygodni temu składałam papiery w celu otrzymania polskiej emerytury. Australijska urzędniczka, która robiła kopie moich dokumentów, powiedziała patrząc na zdjęcie z dyplomu szkoły muzycznej, że wyglądałam na nim jak ...movies star.


Nie powiedziałam, że to było dawno i nieprawda...
______________________________________________________________

Dowcip z zeszytów szkolnych, który nieodmiennie mnie śmieszy: „W czasie burzy babcia wystawiła święty obraz na dwór, żeby piorun strzelił w niego, a nie w dom.”
_____________________________________________________________

Pracując w radiu jedenaście lat, nagrałam i obrobiłam setki rozmów, czy wywiadów. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że potem obrabiając głos, odkrywam charakter rozmówcy. Te wszystkie am...amy, czy yyyyy....chy, powtarzane słowa, czy zdania (nie mówiąc o treści) – świadczą o cechach charakteru. Najwięcej cenię ludzi mówiących jasno i zwięźle, wiem też, że podadzą mi rękę w taki sam sposób – prosto i energicznie.
Tak samo ze zdjęciami sylwetek, czy twarzy - gdy je obrabiam na photoshopie odczytuję z nich osobowość. Tak więc, tylko przez wieloletnie doświadczenie, stałam się ....psychologiem amatorem.
______________________________________________________________


Jeden z uczestników forum wysłał imiennie - do jednej osoby, śmieszny filmik, polecając jej założenie przed obejrzeniem, pampersa. Pieluchy - jeśli mamy na myśli dorosłych, zakłada się staruszkom chorym na pęcherz.
Gdyby napisał: „posikasz się ze śmiechu!” – zabrzmiałoby naturalnie. Z pampersem wyszło perwersyjnie.
Używanie brzydkich słów weszło w życie codzienne na całym świecie. Często dlatego, że nie ma przyzwoitych na ich zastąpienie. A po historii z pampersem widać, że dosadne jest bardziej ...naturalne.
______________________________________________________________

Artysta malarz, polonijny, powiedział w wywiadzie: „Maluję wszystko jak leci!”
A mówią, że polonijni artyści nie są tak zdolni, jak tworzący w Polsce...
_____________________________________________________________

W znanym polskim magazynie napisano, że mieć żółte zęby to obciach. W takim razie 5,5 miliarda ludzi na świecie jest obciachowych, bo jak oceniam, tylko niektórzy mają jakie-takie zęby. A wielu w ogóle ma wyciachane.
____________________________________________________________

Dodam, że 5 marca mieliśmy Święto Dentysty – święto lekarzy, dzięki którym możemy śmiać się całą gębą.
__________________________________________________________

Ci, którzy udają kogoś innego, obnażają się zwykle jakimś drobiazgiem, wydawałoby się bez znaczenia. Dlatego jeśli sprawdzasz kogoś, analizuj go też w podświadomości.
_____________________________________________________________

Dawniej, gdy musiałam gdzieś sama pojechać, ciężko oswajałam się z nieznanymi ludźmi. Byłam onieśmielona w dużej przestrzeni, dużą liczbą ludzi. Pewnie czułam się w pokojach z małą grupką znajomych.
To było jak trema przed występami. Dopiero lata grania i śpiewania na scenie, czy estradce wyrobiły we mnie śmiałość. Nie bałam się już widowni, tylko nieosiągnięcia granicy możliwości - nie chciałam chałtury, musiałam dawać ludziom coś, co miałoby przyzwoitą jakość.
To pociągało za sobą wielogodzinne ćwiczenia, ale się opłacało. Satysfakcją było słyszeć, że ktoś przyjechał z daleka, żeby posłuchać mojego śpiewu, czy wreszcie całości muzyki.
Jeśli ktoś nie jest pewien siebie, powinien ćwiczyć umiejętności i pokazywać się publicznie. W taki sposób z czasem, tłum nie będzie straszny.
Dziś mogę wszędzie chodzić sama, nawet tam, gdzie bez drąga się nie obejdzie.
______________________________________________________________

Choć... muszę przyznać, że po latach, źle się czuję w kilkunastotysięcznych zbiorowiskach ludzi, jak np. w Entertiment Centre na koncertach gwiazd. Tłum obok, już mi przeszkadza. Czuję się jak kropla w obcym oceanie.


______________________________________________________________

Gdy w Australii robiłam prawo jazdy, moja zmarła przyjaciółka Colleen powiedziała: „Jak zaczniesz jeździć, nauczysz się agresywności”.
Ale tak się nie stało... Raczej nauczyłam się rozwiązywać życiowe krzyżówki, bo musiałam to robić na jezdni. Skupienie, uwaga na wszystko, zauważanie szczegółów i refleks. W życiu też to pomaga.
Nie wymuszam pierwszeństwa, nie ścigam się, raczej przepuszczam tych, którzy się śpieszą...
Za to nauczyłam się dawać sobie radę w nietypowych sytuacjach, jak np. gdy któreś moje stare Volvo miało zepsuty bieg wsteczny i auto mogło iść tylko do przodu, a ja musiałam tyłem wyjechać z parkingu - otwierałam drzwi, wystawiałam prawą nogę, głowę wbijałam w sufit i nogą cofałam auto...


Agresywną się nie stałam, za to potrafię ostro się bronić.Tak jak było z bandą chuliganów, którzy pajacowali w nocy na naszym podjeździe, gdy z córką po cichu wypakowywałyśmy aparaturę z bagażnika, po powrocie z grania.
Ruszyłam w stronę ich auta z żeliwnym stojakiem do głośnika. Migiem się spakowali i z wizgiem uciekli. Nie mieli pojęcia, że chciałam tylko zapisać rejestrację...:)
______________________________________________________________

W naszym radiu, po audycji, w której poszło wystąpienie Macierewicza w sejmie po raporcie MAK-u, jakiś polaczek zadzwonił, że „nie chce słuchać o polityce, bo Australia to piękny kraj, a ci w Polsce niech się pozabijają”.
Właśnie dzięki takim jak on, w Polsce się zabijają. I tacy jak on, winią o to wszystkich, ale nie siebie. Oczywiście podał fałszywe nazwisko.
______________________________________________________________

Znajoma działaczka Solidarności - tej pierwszej i prawdziwej, powiedziała, że komuna wysłała w świat 100 tysięcy agentów, żeby węszyli, donosili i skłócali Polonię na całym świecie. Ustrój się zmienił, ale nie całkiem, więc oni nadal mieszkają za granicami Polski i nadal wykonują swoje zadanie. Prawdopodobnie odpłatnie...
______________________________________________________________

Gdzieś na necie była dyskusja o zasługach minister zdrowia w rządzie Donalda Tuska - Ewy Kopacz.
Ktoś ją chwalił, że nie zakupiła szczepionki na świńską grypę, która okazała się świńskim szwindlem, a nie ratowaniem ludzi przed pandemią. Inny ganił ją za kłamstwa, np. o stanie lotniska w Smoleńsku.
Ja przyuważyłam jej jedną niewątpliwą zasługę: gdy przedstawiciele PiS-u w sejmie przedstawiali premierowi Tuskowi kolejne zarzuty w sprawie katastrofy w Smoleńsku, ona jak gorliwy lekarz pogotowia zaglądała w twarz premiera, co chwilę sprawdzając, czy nie dostaje apopleksji.


W Wydarzeniach (z Polski) powiedzieli, że ona zawsze udziela pomocy  (jako lekarz), jeśli ktoś potrzebuje. W sumie, to właśnie jej działalność w ulepszaniu polskiego systemu medycznego jest jedynym sukcesem tego rządu, więc nie powinna się upodobniać do premiera, który nie odnosi żadnych sukcesów...
______________________________________________________________

Nie ona jedna, troskliwe kobiety dbają o stan psychiczny stojących na czele obecnego rządu.
Np. pani (nie znam nazwiska), która gdy Komorowski w Londynie w przedwyborczym prezencie dostał od tamtejszej Polonii plastikowego fiuta i postawił go na stole na sztorc, ta przytomnie ułożyła go w stan spoczynku (choć szkoda, że fiuta, a nie przyszłego prezydenta...).


______________________________________________________________

Ludzie się rodzą, potem cierpią, bardzo cierpią, strasznie cierpią i wreszcie umierają. A w międzyczasie usiłują cieszyć się życiem.
______________________________________________________________

Odkąd kupiłam cyfrowy aparat robię tysiące fotografii. Wywoływać za pieniądze nie trzeba, z kilku ujęć można wybrać najlepsze. Można je zapisywać na dyskach, robić papierowe kopie tylko specjalnych... itp.
Robienie zdjęć i chowanie ich dla siebie nie ma sensu. To jak trzymanie skradzionego przedmiotu: otwierasz pudełko i podziwiasz skarb, ale nie śmiesz go pokazać.
Moje fotografie zamieszczam na necie. Jak komuś się podoba, może je brać.
Nie podpisuję zdjęć, bo podpis niszczy kompozycję. (Mój znajomy robi małe zdjęcia, z wielkim podpisem...:))
Jeśli już ktoś bierze twoje zdjęcie, to nie obchodzi go nazwisko autora, tylko temat. (No... musiałby to być jakiś Picasso fotografii, żeby podpis był ważny.)


Wolałabym jednak, żeby nie podpisywali moich zdjęć cudzymi nazwiskami - choć trudno na takie oszustwo trafić. Z tego powodu zamieszczam na necie mniejszy format i w razie czego - jako dowód mam na hard dysku zdjęcia w pełnym rozmiarze.
____________________________________________________________

Nie mam też nic przeciwko umieszczaniu moich filmików z You Tube, na różnych stronach internetowych. Jeśli komuś się podoba – proszę bardzo! - już ponad pół miliona osób obejrzało moje filmy. Tym bardziej, że tam uczciwie wyświetlają się wszystkie informacje zamieszczone wraz z filmem.
_____________________________________________________________

Niektórzy przesadzają z prawem własności.
Niedawno znalazłam bloga Polki mieszkającej w Australii. Opisywała swoje doświadczenia z dzikimi zwierzętami, między innymi z possumami.
Sama dwa possumy dokarmiam, więc z przyjemnością obejrzałam jak pani ta ratuje possumowe sierotki, karmiąc maleństwa mlekiem co 6 godzin. Obejrzałam zdjęcia i miałam wielką sympatię dla tej osoby, dokąd nie zeszłam na dół i nie przeczytałam, że nie wolno niczego brać z tego bloga. Ani zdjęcia ani tekstu i nie wolno nic zamieścić na żadnej stronie.
Pod groźbą... itd. itp.
Na wpisach swojego bloga ta pani nie zarabia, więc ktokolwiek wziąłby od niej zdjęcie, czy informację spełniłby dobry uczynek, chwaląc jej pomoc dzikim zwierzętom. Z pewnością podałby jej nazwisko.
W tym wypadku akcja z copyrightem wypadła jak w przysłowiu o psie ogrodnika „sam nie zje i nikomu nie da.”
_____________________________________________________________

W TV w Australii leci reklama „Panadol is my choice”. Mój wybór to brak bólu, czyli zdrowie. Jak widać reklamy wciąż nam kit wciskają.
Powinny być reklamy prawdziwe, np: ..”.przybądź do mnie, dam ci kwiat paproci” i adres, pod którym kwiat paproci można zakupić - szczególnie na wyprzedaży.
______________________________________________________________

Warzywa i owoce leczące choroby: marchew – oczy; pomidor – serce; winogrona – komórki krwi; orzech włoski – mózg; fasola – nerki; zielony seler, rabarbar, bok choy – kości; avocado, eggplant i gruszka – macica, hormony, nadwaga, zapobiegają rakowi; figa – sperma; słodkie kartofle – cukrzyca; oliwki – jajniki; pomarańcze, grejfruty i inne cytrusy – kobiece piersi; cebula i czosnek – komórki ciała, czyszczą to, co zalega w ciele i zabijają bakterie i wirusy.


Wyjaśnia to, dlaczego akurat na jakieś warzywo, czy owoce mamy straszliwą ochotę... Podobno w żołądku mamy drugi mózg.
_______________________________________________________________

Dążenie do udowodnienia, kto jest odpowiedzialny za czyjąś śmierć, to nie "zemsta" - jak twierdzi były senator PiS-u Grzegorz Banaś.
Tacy, którzy opuściwszy swoją partię, plują na nią, to zwyczajni ZDRAJCY.
Zdradzą zawsze i każdego – z zemsty właśnie.
______________________________________________________________

Osoby bezmyślne, są niebezpieczne. Najczęściej robiąc coś głupiego powodują łańcuszek nieszczęść, czy chociażby przykrych sytuacji.
Mój kolega poślizgnął się na skórce banana, którą jakiś idiota rzucił na schody. Kolega zgruchotał sobie rękę w kiści i złamał aż do łokcia, spadając ze schodów.
Przez wiele miesięcy chodził z ręką umieszczoną w metalowej szynie, miał kilka skomplikowanych operacji (także drugiej ręki), potem długotrwałą fizjoterapię i po roku miał rękę jaką-taką, ale wiadomo, po złamaniu to miejsce już nigdy nie jest zdrowe.
Debil, który rzucił banana, poszedł zadowolony do domu i nawet do głowy mu nie przyszło, że przez jego bezmyślność, ktoś mógł się zabić, czy zostać kaleką.
_____________________________________________________________

Wypadek podobnej bezmyślności spotkałam na necie. Choć tylko irytujący.
Do wielu przychodzą maile zbiorowe. Jeśli napiszesz komentarz, twój adres pojawi się jako pierwszy na liście wysyłających. Rozgarnięty zorientuje się, że to adres ostatniego komentatora, a nie redaktora wiadomości.
Na forum, gdzie podany temat nie był interesujący, zawiązała się dyskusja na tematy duchowości i zwierząt. Dopisałam komentarz i jedna z osób zażądała ode mnie zlikwidowania swojego adresu. Zrobiła to agresywnie, impertynencko komentując dyskusję, (której nie rozumiała...), więc odesłałam ją do redaktorki maila. Gdyby poprosiła - wycięła bym ją, ale nie trawię napadaczy.
Najciekawsza była jednak reakcja sprawczyni zamięszania. Ta też, histerycznie zażądała ode mnie wycięcia adresu. Wobec czego skasowałam ją i maila.
Jeśli ktoś nabrudzi – niech po sobie posprząta. Nie można żądać, żeby ktoś to za ciebie zrobił. Powinna była napisać byle jaki komentarz i powycinać wszystkie adresy, które bezmyślnie wpakowała do jednego wora. Ale nie przyszło jej to do głowy, jak i fakt, że jest odpowiedzialna za incydent.
Takim nie ulegam, choć skórkę banana na pewno bym podniosła...
Toksycznych należy natychmiast wykreślać. Choć... tego nauczyłam się dopiero, gdy skończyłam pięćdziesiąt lat...
_____________________________________________________________

Radiowi koledzy na zakończenie audycji powiedzieli: - Żegnamy się z państwem piosenką „Kiedy powiem sobie dość” - życzymy wspaniałego weekendu i do usłyszenia!
____________________________________________________________


Mój polski jaśmin nie miał dość. Kończy się pierwszy miesiąc jesieni w Australii, a on zakwitł...
_____________________________________________________________