wtorek, 23 czerwca 2020

Dzień piętnasty. Żuraw Gdański, nowe tajniki pandemii COVID 19, Dzwon Islandii, Love is Blue - the Dells, film The Weather Man

____________________________________________________________________________________________________________________

W Gdańsku - moim ukochanym POLSKIM mieście najbardziej fascynuje mnie Żuraw Gdański nad Motławą.
Może w jakimś poprzednim życiu mieszkałam w nim, albo niedaleko. 



Fascynuje i przyciąga od samego początku, od czasu, gdy jako dziecko, wśród książek w domu na Ziemiach Odzyskanych (gdzie po rozwodzie zamieszkał mój ojciec), znalazłam mały (przedwojenny) niemiecki albumik z niektórymi, nawet kolorowymi, zdjęciami Motławy z Żurawiem.                          
                                             ----->


Odtąd bardzo chciałam zobaczyć go na żywo...


Ale dopiero gdy miałam dwadzieścia kilka lat po raz pierwszy przyjechałam do Gdańska. Niestety, nie powodziło mi się tak, żebym mogła podróżować, gdzie chciałam.
Kiedyś, te 300-ileś kilometrów z Warszawy było nie do pokonania, najpierw szkoły, potem prace... I zawsze za małe dochody...

Byłam w Gdańsku zaledwie kilka razy...



Ale zawsze, gdy znalazłam się pod Żurawiem, czułam jego przedziwną atmosferę, była wszędzie, w wodzie, w powietrzu i wydawało mi się, że widzę ludzi inaczej ubranych...
I zawsze miałam uczucie, że coś dobrego mnie tu ominęło.
Może powinnam była usiąść pod nim i czekać, nawet kilka dni?... 😏

(Zdjęcia z netu... niestety, w tamtych czasach nie miałam aparatu... Jeśli znajdzie je autor, proszę o podanie nazwiska, zamieszczę.)
___________________________________________________________________________

Czerwiec się kończy, a pandemia coronavirusa trwa...

Najróżniejsze teorie ludzie wymyślają, że nie ma pandemii - nie ma zachorowań (sic!), że to spisek itd. itp...

Koronawirusy Covid-19 Kwarantanna - Darmowe zdjęcie na Pixabay

Fakt jest jednak niezbity - ludzie chorują w milionach i umierają w setkach tysięcy. I wciąż są nowe zachorowania, mimo izolacji i kwarantann.
Umierają nie na tego wirusa - on "osobiście" nie zabija, ale działając podstępnie, tak uruchamia istniejące w ciele ludzkim chroniczne choroby, że wspólnie z tym wirusem wykańczają człowieka w kilka dni. Najczęściej starego. Albo chorego i słabego.
Dokładniej: można np. mieć choroby krążenia i jeszcze kilka lat życia przed sobą. Gdy łapiesz COVID 19 - umierasz od razu. Na zakrzepicę...
Ostatnio leczą zakażonych - z dobrym skutkiem, aspiryną (rozrzedza krew).

Wirus został wyprodukowany, sam się nie stworzył, jak pchła się nie stworzy, gdy pies się spoci...
Wobec czego wiadomo DLACZEGO został wyprodukowany...
Ale co będzie dalej, nie wiadomo.

Kogo temat interesuje, zapraszam, pod tym linkiem jest wiele informacji.

https://wydarzeniasydneypl.blogspot.com/2020/02/corona-virus-wszelkie-informacje-o.html

A City Holding Its Breath: Sydney Captured in the Time of Coronavirus

Coronavirus: Australian state of Victoria reimposes restrictions ...

Podano też, że nie jest nowy, że chorujemy na coronavirusa od lat. Oraz, że można przejść zakażenie bezobjawowo, ale za to następstwa mogą być tragiczne.
Miałam w rodzinie 2 wypadki przed kilkunastu laty: obie osoby w wieku ponad 80 lat czuły się normalnie, nagle zasłabły i w szpitalu zmarły po kilku dniach.
Być może właśnie spowodował to COVID...

Być może czołowi politycy świata wiedzą więcej od przeciętnego człowieka i dlatego ryzykują nawet pogorszenie gospodarki, zmuszając ludzi do kwarantanny...
Może kiedyś dowiemy się prawdy, a może nigdy...

Coronavirus Will Change the World Permanently. Here's How. - POLITICO
_____________________________________________________________________________

Niektórych nie stać na legalne postępowanie, a na nielegalne - stać, bo są ubodzy moralnie.
_____________________________________________________________________________

W powieści "Dzwon Islandii" - Halldóra Laxnessa (napisanej we wczesnych latach czterdziestych), kobieta nie mogła dostać tego najlepszego, więc wzięła najgorszego i męczyła się z nim do końca życia.

Był to na tyle ważny temat, że powieść zaliczono do naczelnych powieści XX wieku.
Choć historia jest nieprawdopodobna...
Bo to masochizm nie do zrozumienia. Może dlatego, że już samo życie na tej wyspie, gdzie zima trwa prawie cały rok, jest masochizmem.

A 'Frozen' world: Amazing icy landscapes (With images) | Waterfall ...

Można by zrozumieć, gdyby kochała tego najgorszego w jakiś sposób? Ale przecież nie...

Więc PO CO? W książce to był bardzo ważny dylemat, dla mnie to tylko - "na złość babci odmrożę sobie uszy".
Strach przed samotnością? Samotność jest bardzo wygodna, spokojna i może być szczęśliwa. 
A i tak każdy jest samotny - nawet w rodzinie, nawet w tłumie.
Przerost ambicji - muszę mieć to, co najlepsze? I co mi z tego?...
W taki sposób ludzie niszczą swoje życia i jeszcze powtarzają sobie, że "żyje się raz".
Kompletny brak logiki. 

Poza tym, nie żyje się raz, tylko raz po raz.

Pisarz dostał Nobla (1955r.), ale w życiu też miał przerąbane: był w klasztorze, potem  rozczarowany ascetyzmem został ...komunistą i ...pisał scenariusze dla Hollywood. 
_____________________________________________________________________________

Love is blue...

Niestety każda. Już wszędzie udowadniają, że miłość to cierpienie.
Nawet jeśli niby jest szczęśliwa, to też jest ...nieszczęśliwa.
Taki paradoks. 😏
Przecież nie żyjemy na Ziemi, żeby być szczęśliwymi, tylko za karę, więc...?



Utwór instrumentalny Love is blue, znałam od liceum, zawsze lubilam, ale walnięcie tą piosenką nastąpiło dopiero w latach siedemdziesiątych.


W radiu puścili w wykonaniu murzyńskiego kwintetu wokalnego. I... tylko Murzyni potrafią tak śpiewać! Nie zapamiętałam nazwy zespołu, ale aranż i wykonanie zostały mi w głowie na zawsze. Szczególnie pierwsze uderzenie basu i wokalu! Dynamika! - jakże inna od oryginału! Prawdziwy dramat, a nie sentymentalne smęty...
Po latach, jak You Tube się rozrosło i można było znaleźć na nim prawie każdy utwór, znalazłam i Love is blue w wykonaniu zespołu The Dells. Ale tylko fragment.
Szukałam więc CD w australijskich sklepach, ale to było tak dawno...
Na szczęście w internecie można kupić wszystko ( nooo... prawie...), mam więc po 50 latach szukania oryginalne nagranie, które jest lepsze niż współczesna muzyka pop.
(Ta jest żałosna, same jęki i efekty specjalne, puuuustka...)

Filmik zrobiłam dość dawno, dając głównie swoje zdjęcia. W przeciwieństwie do innych filmików na YT - ma treść. Zdjęcia tworzą historię. Prawdziwą historię Love is blue...

337 tysięcy wyświetleń. 2.5 tysiąca polubień, 254 komentarze - głównie jak on długo ciagnie jeden dźwięk... Ale 1 osoba zauważyła, ze zdjęcia opowiadają historię...😏
____________________________________________________________________________

Obecnie męczą nam mózgi filmami akcji, gdzie wszyscy się nawalają i zabijają jakby to nic nie znaczyło i było na porządku dziennym. 
Auta fruwają w powietrzu, domy wybuchają... 
Cuda i dziwy - wcale nie w przenośni.
A filmy te są głupie, nie mają treści i zapomina się je natychmiast po obejrzeniu.

Jak już tracić czas, to chociaż na film o życiu i prawdziwych problemach - jakich pełno, wszędzie.



Amazon.com: Watch Weather Man | Prime Video

Po raz trzeci chyba oglądałam The Weather Man. Właściwie film Nicolasa Cage, inni aktorzy mu tylko akompaniują, no może z wyjątkiem grubiutkiej, smutnej córki. Powinna dostać nagrodę za tę rolę. (Gemmenne de la Pema)

DOWNLOAD• ULTRA-HD The Weather Man [2005] M.O.V.I.E 『FREE』 this ...

Film o tym, że życie jak głaszcze, to tylko w jednym miejscu, a za to mocniej kopie w d...

Zapowiadacz pogody w TV w Chicago, bardzo popularny, świetnie zarabiający (240 tysięcy dolarów rocznie), łatwa praca... Nawet dostaje lepszą, za milion dwieście tysięcy w Nowym Jorku. Ale popularność jest wredna, popularnym głównie się zazdrośći, bo ludzie już tak mają; więc gdy jest rozopoznawany na ulicy, to albo prawią mu impertynencje, albo rzucają w niego fast foodami.

Rozwiedziony, żona oczywiście z dziećmi w domu, który on kupił, a on wont. 
Wieczorami podjeżdża autem i gapi się w okna. Chciałby wrócić do rodziny, bo ich kocha. Jest samotny i zrezygnowany.
Ale żona nienawidzi go przedewszystkim seksualnie (to jest najważniejszy powód rozstań...), i prawdopodobnie dlatego drażni ją w nim wszystko. 
Tam jest taka scenka, że każe mu kupić sos, on stara się zapamiętać, jednak wraca z zakupami bez sosu, bo się zagapił na tyłek stojącej przed nim na światłach dziewczyny. 
I z powodu sosu, żona drze się na niego, jakby dostała wścieklizny...
Jakby ten sos był najważniejszym problem w ich małżeństwie... 
Nooo... typowa frustracja seksualna.

Nicolas Cage - Nicolas Cage in The Weather Man Wallpaper 6 1024x768

Nie jestem feministką i dlatego nie bronię żony (nie wiadomo co robiącej, pewnie żyjącej z wysokich alimentów i zarobków nowego kochasia), bo o dzieciach nic nie wie, choć podobno się nimi opiekuje. Mała pali papierosy (12 lat), ma kompleksy i depresję, bo jest gruba, ślamazarna i źle ubrana. 

filmplanet

Syn jest pod opieką kuratora (coś ukradł?) łajdaka, który robi mu zdjęcia dla pedofilów i zamieszcza w necie. 

Picture of Nicholas Hoult in The Weather Man - TI4U_u1139766363 ...

Do tego jego mądry i kochany ojciec umiera na raka.

The Weather Man (2005)

Dave Spritz - tak się nazywa bohater filmu, sam musi zająć się naprawą losu swoich dzieci. Nie może liczyć ani na byłą, ani na jej obecnego przydupasa (mieszkającego w jego domu).

Gemmenne de la Pena | Explore Tumblr Posts and Blogs | Tumgir

Córkę ubiera modnie, co poprawia jej depresję i daje wiarę w siebie, pedofila załatwia ręcznie z dobrym skutkiem. Właśnie on - odsunięty od opieki nad dziećmi.
Ale i w jego życiu coś się zmienia. Przestaje być biernym, nie pozwala się harrasmować przyglupom i zazdrośnikom, w strzelaniu z łuku dochodzi do perfekcji. Właściwie to ten łuk nauczył go walczyć...

Archery in Movies and Shows You Won't Expect - Archery 360

Film o tym, że ludzie marnują sobie życie wybierając nieodpowiedniego partnera. Przychodzą dzieci i potem jest za późno.

Film reżyserował Gore Verbinski.
Amerykański reżyser i pisarz polskiego pochodzenia od strony ojca, fizyka nuklearnego, Vica Verbinskiego.
_________________________________________________________________________________________________________________________ 

środa, 13 maja 2020

Dzień czternasty - same krótkie myśli, dla tych co nie lubią epistoł... I cały film.

____________________________________________________________________________________________________________________

Nie mogę pojąć dlaczego tak dużo złych ludzi żyje na Ziemi. 
W końcu Ziemia jest przepiękna, ale to piękno do bestii nie dociera, wolą to wszystko co wstrętne, koszmarne, czarne i krwawe. Wywołują wojny, mordują siebie i zwierzęta, walczą o władzę nad słabszymi, niszczą ziemię dla bogactwa, bankierzy okradają maluczkich, po co im to?
Można żyć normalnie, na pięknej Ziemi, robić coś dobrego dla siebie i innych i być szczęśliwym. 
Ci co robią piekło na Ziemi, to najbardziej nieszczęsne istoty jakie istnieją. 
Nie wyobrażam sobie, co dzieje się w ich duszach i myślach. Nawet nie chcę tego wiedzieć.
____________________________________________________________________________



Uwielbiam drzewa, właśnie uwielbiam. Uważam, że są one prawowitymi mieszkańcami Ziemi. 
Wszystkie inne rodzaje życia niszczą ziemię, tylko drzewa ją ratują. 
Są dobre, szlachetne, spokojne, obdarzają nas wszystkim co najlepsze, dają cień, czyszczą powietrze, dają owoce, mają dobre prądy, leczą, nie ma w drzewie nawet jednej wady. Chronią życie. Drzewa są święte.
Człowiek przy nich jest beznadziejny i głupi z tym swoim dążeniem do tego, żeby się unicestwić.
_____________________________________________________________________________


Miałam dawno temu ukochany film - była to "Czarownica" z Mariną Vlady. 

Była ona na tym filmie tak zachwycająca, że pewnie nie było wtedy piękniejszej kobiety na świecie. Wysocki zakochał się w niej właśnie jak ją zobaczył na tym filmie. Mnie urzekła historia dobrej, ślicznej czarownicy, którą durni i zacofani wieśniacy zatłukli kamieniami, tylko dlatego, że śmiała pokochać i wejść do kościoła.
Zawsze okropnie cierpiałam jeśli zło zwyciężało, dlatego po tym filmie byłam niepocieszona.

Była tam też piękna melodia, którą śpiewała czarownica płynąc łódką do swojej chatki. Melodię do dziś pamiętam.
Film ten pokazali w latach osiemdziesiątych w Australii, ale nie miałam jeszcze video i nie mogłam nagrać. 

Teraz łażę po sklepach i szukam, ale nigdzie nie ma! Można znaleźć nawet Siódmą pieczęć Bergmana, znalazłam Niesforną dziewczynę z Bardotką,  kupiłam mojego ukochanego Czarnego Orfeusza, Nie oglądaj się teraz, Toma Jonesa, i wiele innych z tamtych czasów, ale tego filmu nawet z daleka nie widziałam...

Ale ostatnio znalazłam prywatny sklepik z DVD rarytasami, w Surry Hills. Nie umiałam podać francuskiego tytułu i właściciel nie mógł mi go zamówić. Zamówiłam za to Let’s make love z Marylin Monroe, i już go dostałam i teraz zamówię La sociere, czy The Blonde Witch -  jak go po angielsku dość głupio nazwali. 

Czyli niektóre marzenia się spełniają, nawet za niezbyt wielką cenę... (25$)

A dziś zobaczyłam film na YT, bo ktoś go wbił w całości...



Lepszej wersji na YT niestety nie znalazłam...
_____________________________________________________________________________

Niewiążące sprawy czasem wiążą na całe życie...
____________________________________________________________________________

Napisałam kiedyś, że chciałabym mieć swój własny dom, żebym mogła w nim robić co zechcę i z niego wyjeżdżać w świat. Wędrować i wracać.

Ale żeby ktoś był w tym domu i pilnował... 
To takie marzenie o trybie życia bogatego człowieka z dawnych wieków. Oni mogli spędzać czas gdzie chcieli wiedząc, że mają dokąd wrócić, gdy tułaczka się im znudzi.
Dziś też jest to możliwe, tylko pilnującej służby raczej nie ma... 
Najwyżej są to starzy rodzice, bo nikt normalny nie wypuściłby swojego partnera, żeby sobie wędrował jak ptak.
Kto chce wędrować nie powinien mieć stałego miejsca zamieszkania, dokąd ... takiego nie znajdzie.

Może najlepiej zarobić taką ilość pieniędzy, która starczy np. na przeżycie roku. Kupić autobusik, zrobić z niego mieszkanko i ruszyć w świat. 
Tyle, że ... "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma"...
Ale właśnie taka roczna podróż może w tym upewnić.
_____________________________________________________________________________

Zarobić na swoje życie musimy sami, nie ma się co oglądać na rodziców. 
A jeszcze głupiej jest mieć do nich pretensję, że nam majątku nie zostawili w spadku i nie zapewnili życia w luksusie. 
Wszyscy NORMALNI rodzice zrobili dla swoich dzieci wszystko, co byli w stanie zrobić. 
Kto tego nie rozumie, będzie się jeszcze musiał dużo w życiu nauczyć. 
I nie będą to lekkie i przyjemne lekcje.


Jako przykład tak Beatlesi zaczynali, a ich rodzice to: Ringa – murarz, Georga – konduktor autobusowy, Paula – sklepikarz, Johna – włóczykij... 

A synowie milionerzy, Georg mieszkał w starym i wielkim pałacu... 
Sami zdobyli swoje majątki. Ciężką pracą i ...łutem szczęścia.
Tu zdjęcie z ostatniej fotograficznej sesji zespołu...


Ciekawostka: Beatlesi początkowo grali w klubie młodzieżowym Piwnica, mieszczącym się w dawnym składzie jarzyn. 
Lokal był ciasny i zwykle tak zadymiony, że parę razy przyjechała straż pożarna sądząc, że wybuchł pożar.
_____________________________________________________________________________

Młoda, naiwnie wierzyłam, ze jak zrobię coś dobrego, to życie mnie nagrodzi... 


Guzik! Nie ma żadnych nagród, choć... może są, ale w zupełnie innym rodzaju, dlatego nie odbieramy ich jak nagrody. 

Np. robisz coś dla kogoś i od tego kogoś nie masz wdzięczności, ale za to, po latach dostajesz coś od zupełnie innej osoby. 
Albo w ogóle tylko od życia, bezimiennie...

Chociaż... jakoś nie zauważyłam, żebym kiedykolwiek dostała jakąkolwiek nagrodę za cokolwiek... 😏
Owszem... spotykam dobrych ludzi. I szkoda, że na krótko. Goszczą w moim życiu na trochę i odjeżdżają lub gorzej - umierają... 
Albo mieszkają na drugim końcu świata...

Teraz znów znalazłam w książce Briana L. Weissa „Poza czas i nieśmiertelność”, że mamy nie oczekiwać żadnych nagród.  
Nie po to żyjemy na Ziemi, żebyśmy byli nagradzani. To jest ciężka szkoła.

To jest wiadomość od Mistrzów, którą przekazywała mu hipnotyzowana przez niego w celach leczniczych dziewczyna.


_____________________________________________________________________________

"Powtórki zawsze są gorsze... Bo tracą  wyjątkowość  rzeczy niepowtarzalnych."

Niestety nie wiem, czyja to myśł, bo kiedyś lekceważąco podchodziłam do filozofii mądrych ludzi i nie zapisywałam autorów. Ważna była myśl, a nie kto ją podał. Po latach nauczyłam się cenić także ich autora.
_____________________________________________________________________________

Przeważnie ludzie patrzą tylko na ciało – jak ono wygląda, ale nie rejestrują jak się to ciało porusza. 
A każdy ma coś charakterystycznego w ruchach, też w mimice, co odzwierciedla jego charakter, może nawet myśli...
_____________________________________________________________________________

Czasem jakieś miejsca przypominają rzeczy i zdarzenia, które były bardzo dawno. Nieraz piękne, lub mniej, drogie sercu lub odwrotnie i nie chcesz ich pamiętać. 
I zawsze takie walnięcie pamięci przynosi niepokój.

Nie potrafię określić czy jest to uczucie fascynujące, czy irytujące, bo  nawet jeśli wspomnienie jest piękne, to jest to jedynie przeszłość.
Może na Tamtym Świecie, gdzie czas nie istnieje i każda chwila wiecznie trwa, ma to sens, na Ziemi - nie.
_____________________________________________________________________________

Wcześniej opisałam w raptularzu mój przedziwny sen o morzach - ten, że w czarno białym telewizorze nagle zaczęły pojawiać się kolorowe obrazy poruszających się różnych mórz.
Wizerunki tych mórz, czy też oceanów były jak nie z tej planety, kolory przedziwne, nie do określenia ludzkim językiem...



A mimo to, te obrazy były mi niesłychanie bliskie. W tym życiu nic takiego nie widziałam, ale pamiętałam je, były mi znane i drogie... 
Ten sen był prawdziwy, jakbym nie śniła, tylko jakbym tam nagle powędrowała we śnie i autentycznie znajdowała się w tych dobrze mi znanych miejscach. Był tak wyrazisty i kolorowy.
Może naprawdę we śnie wędrujemy po innych planetach? Lub w czasoprzestrzeni?
Australijscy Aborygeni wierzą, że dopiero sen jest prawdziwym życiem...

Okazało się, że sen o morzach był proroctwem.
Właśnie mieszkam w Australii 5 km od oceanu i każda plaża jest inna każdego dnia, w różnych światłach, przy różnej pogodzie wygląda inaczej. 
A ja mam cyfrowy aparat, jeżdżę tam i nagrywam właśnie takie filmy jak w sześćdziesiątych latach wyśniły mi się w moim małym, czarno-białym telewizorze.


_____________________________________________________________________________

Właściwie morze kocham przede wszystkim za to, że nie widać jego końca... 
Nie wiadomo co jest za nim. I jest to tak samo pociągające, jak wszechświat.
Dlatego moje prochy będą wysypane do oceanu... Chciałabym móc już nigdy nie wrócić na Ziemię. Za dużo na niej zła.

Ciekawe, czy po śmierci można podróżować po wszechświecie, czy też Tamten Świat jest tak samo ograniczony jak ten?
_____________________________________________________________________________

Zawsze twierdzę, że odległość niszczy każdą znajomość.
Przyjaźń i miłość. Nie ma cudów - już 100 km to wiek oddalenia.

_____________________________________________________________________________

„Być może zadaniem człowieka na Ziemi jest przebijać się przez wszystkie niezrozumiałe sprawy i nigdy nie zwątpić. 
W taki sposób każdy osiąga stopień dojrzałości odpowiadający jego siłom i zdolnościom, a osiągnięta dojrzałość jest rezultatem życia każdego człowieka. 
Jeden zachodzi daleko, drugi nie, ale istotą rzeczy jest to, czy każdy zrobił w tym względzie wszystko, co było w jego mocy.” – nie wiem czyje, może Conrada, bo w tym czasie dużo go czytałam.


___________________________________________________________________________________________________________________________