czwartek, 7 kwietnia 2011

Dzień piąty...

_________________________________________________________________________

Dorobiłam się choroby komputerowca. Od nadmiernego używania myszy, głównie przy obróbce zdjęć, boli mnie łokieć, przedramię, nadgarstek i czwarty palec. (Całe szczęście, że nie trzeci...)
Ale niczego mnie to nie nauczyło... Właśnie wróciłam z parku naprzeciwko gdzie zrobiłam kilkaset zdjęć zachodu słońca, przy których obrabianiu będzie jeszcze więcej bolało.






To się nazywa zachłanność!...
Na szczęście istnieje coś takiego jak krem Voltaren...:)
______________________________________________________________________________

Nie płaczę na filmach, nieraz się denerwuję, aż serce bije mi jak oszalałe, bywa, że klnę, czasem się śmieję, ale incydentem jest, że płaczę.
Przy oglądaniu filmu Olivera Stone „World Trade Centre” płakałam jak bóbr.



September 11. 2001 - zginęło prawie trzy tysiące ludzi. Każda śmierć była podobnym przeżyciem dla rodzin, jak w zdarzeniach pokazanych na filmie.
Film nie opowiada ogólnie - o wszystkich, reżyser skupił się na prawdziwej historii dwóch policjantów wysłanych do ratowania uwięzionych w strefie zero. Wyruszyło ich kilkunastu, zawalający się budynek zabił wszystkich oprócz dwóch, przywalonych gruzami, ciężko rannych.
Po prawie dobie, odnaleziono ich i wyciągnięto na zewnątrz. Cudem przeżyli, ale zostali kalekami. Ratownicy narażali dla nich własne życie, bo wszystko mogło w każdej chwili runąć.
Z kilku setek ratowników wysłanych do walących się budynków WTC, uratowało się tylko dwudziestu.
W czasie filmu ani razu nie pada stwierdzenie, że zamachu dokonali islamscy ekstremiści. Pewnie sam reżyser nie wierzy w taką wersję...
Była to wszak, co do sekundy dopracowana, idealnie przeprowadzona akcja wojskowa, której nie mogliby wykonać ludzie Bin Ladena, którzy jak dowiedziono, byli najgorszymi uczniami na kursach pilotażu i prawie nie znali języka angielskiego.
Dlaczego rodzina Bin Ladena, w liczbie około 150 osób została za sprawą rodziny Bushów zebrana i w jednym samolocie, tuż przed zamachem! wywieziona do krajów arabskich? Oto jest pytanie... Podobnych pytań jest kilkadziesiąt.
Bin Laden zresztą z radością przyjął wersję przypisania mu zamachu, dodała mu ona niebywałej potęgi! Prawdopodobnie też, nie było to dla niego niespodzianką...
Polecam świetną książkę napisaną przez Polaka, Sławomira M. Kozaka „Operacja Dwie Wieże”. Autor od 20 lat jest kontrolerem ruchu lotniczego. W książce przedstawił kolejność wypadków prawie co do sekundy. Po jej przeczytaniu nikt nie może mieć wątpliwości.
Choć... po 10 latach i tak mało kto wierzy w oficjalnie podaną wersję zamachu na Manhattanie. Może za tyle samo lat, ostatni naiwny przestanie wierzyć w wersję katastrofy smoleńskiej, podaną przez MAK.
W każdym razie ludzie, którzy takie masowe morderstwa wymyślają i przeprowadzają, zasługują by ich dusze zostały unicestwione. (Czytałam w jednym z przekazów od istot wyżej rozwiniętych, że dusze bardzo złych ludzi są jednak! unicestwiane.)
Dlaczego płakałam?, bo film pokazuje, jak ludzie potrafią się jednoczyć i poświęcać jeden dla drugiego. I to jest optymistyczne, bo tym, którzy chcą nas zgładzić - nie uda się.
Oni nie mają empatii, my wciąż ją mamy i potrafimy się poświęcać dla innych, i działać wspólnie, kiedy już dojdzie do sytuacji ekstremalnej.
_____________________________________________________________________________

Niektórzy Polacy zamieszkali w Polsce piszą, że nie wiem co tam się dzieje, bo mieszkam aż! W Australii. Tak jakby wiadomości nie docierały przez radio, telewizję i najważniejsze źródło: internet. (Najważniejsze!, bo tylko tam można znaleźć prawdę.)
Myślę, że jest wprost przeciwnie: im dalej jesteś, tym trzeźwiej oceniasz sytuację, bo nie jesteś osobiście zaangażowany. Mam na myśli oczywiście umieszanie się fizyczne, bo psychicznie, większość Polaków na emigracji nadal kocha Polskę i jej losy nie są im obojętne.
Oczywiście zdarzają się patologiczne wyjątki...
Właśnie my, mieszkający tak daleko, docieramy do wszystkich źródeł na necie, bo Polak mieszkający w Polsce przeważnie ogląda polską TV, słucha polskiego radia, myśli o swojej prywatnej sytuacji i nie ogląda się jak żyją bliźni (szczególnie ci biedni). A na internet albo mu się nie chce, albo nie ma czasu wchodzić. (Chyba, że jest skomputeryzowanym emerytem spragnionym prawdy...)
Z boku zaś widzi się zawsze klarowniej. Już kiedyś porównywałam to do sytuacji w małżeństwie, gdzie wszyscy naokoło wiedzą, że jeden partner zdradza, tylko sam poszkodowany żyje w błogiej nieświadomości.
____________________________________________________________________________

Część Polaków ma mentalność mojej świętej pamięci Mamy, która doceniała wartość człowieka dopiero gdy go nie było, natomiast, gdy był pod bokiem i służył pomocą, wydawał się jej o wiele mniej wartościowym człowiekiem, niż ten, który ją wykorzystywał, prawiąc słodkie słówka i wyświadczając minimalne przysługi.
______________________________________________________________________________

W moim ogródeczku pająki tkają ogromne pajęczyny.


Nie niszczę, bo pajączki są kolorowe, więc nie groźne, a łapią uciążliwe muchy i komary oraz inne paskudztwa zżerające rośliny.
Ciekawi mnie natomiast dlaczego jednego dnia jest rozpięta ogromna, piękna sieć pajęcza, a drugiego dnia – pusto! Nie ma śladu po niej i jej właścicielu!


Maturę z biologii zdałam na piątkę, ale jakoś nie pamiętam, czy ówczesna nauka podawała coś na ten temat? Co mnie ciekawi najbardziej: czy pająk zwija pajęczynę, wsysając ją w siebie, żeby mieć budulec na zapas?
Podziwiam jego niesamowitą dyscyplinę. Chciałabym brać z niego przykład, ale wciąż nie lubię robić tego, co muszę.
Więc zmuszam się, żeby przezwyciężać swoją niechęć do zmuszania się...:)
______________________________________________________________________________

Gdy widzę na YT lub czytam wypowiedzi Hanny Gronkiewicz-Waltz na necie, zawsze mam to samo uczucie: ta kobieta się mądrzy, ale nie robi nic korzystnego.
Ciekawi mnie ile wynosi pensja prezydenta miasta Warszawy? Tzn. ciekawi mnie, ile płaci się komuś z kieszeni podatników, za mowę-trawę i nicnierobienie?
______________________________________________________________________________

Dlaczego nie znoszę Gazety Wyborczej? Bo podaje wiadomości w ten sposób, że mogą się komuś wydać prawdziwe, a nie mają nic wspólnego z prawdą.
To tak, jak wiadomości zamieszczane w niektórych australijsko-żydowskich gazetach, które używają terminu: „polskie obozy koncentracyjne”.
Obozy rzeczywiście były na terenie Polski (i ten fakt jest mylący dla młodych ludzi szczególnie), ale były stworzone na okupowanych polskich ziemiach przez Niemców – hitlerowców, a nie przez Polaków, którzy byli mordowani, czy męczeni w tych obozach, tak samo jak Żydzi.
Podawanie wiadomości w taki sposób jest manipulacją. Ludziom powierzchownym, czy niezainteresowanym tematem, taka wiadomość utrwali się w mózgownicach. Często na zawsze, a jakiekolwiek próby sprostowania tego fałszu, tylko potęgują u takich sceptycyzm i powiększają pewność, że rzeczywiście były to polskie obozy koncentracyjne.
To samo wciąż i na prawie każdy temat robi Gazeta Wyborcza. Z całkowitą premedytacją. Dlatego nie znoszę, bo gardzę czymś takim, nienawidzę wrażej roboty.
______________________________________________________________________________

W Wyborczej przeczytałam wywiad z posłem PiS-u Joachimem Brudzińskim, pod tytułem „Ogrilowali nas” – są to wspomnienia jednego z będących na miejscu, zaraz po katastrofie smoleńskiej.



Dziennikarka Teresa Torańska fałszywe poglądy wygłaszała z zakutą pewnością, prowokowała. Poseł miał cierpliwość, omijał zaczepki, mówił logicznie i przytaczał fakty. Właściwie nie odpowiadał na jej pytania, tylko wyjaśniał czytelnikom co widział i słyszał na miejscu katastrofy.
Wyborcza zamieściła ten wywiad, zapewne wierząc, że ośmieszyła PiS i posła, a ośmieszyła siebie. Obnażyła swoje niezrozumienie i manipulację maluczkimi.
Ale z pewnością tego nie pojęła. W końcu jest tylko „Gadułą Wyrodną” jak trafnie nazwał ją Waldemar Łysiak...
Polecam, warto przeczytać i przekonać się.
http://wyborcza.pl/1,75480,9310124,Ogrillowali_nas.html
_____________________________________________________________________________

Komorowski w ostatnich dniach urzędowania jako marszałek sejmu, sam sobie przyznał nagrodę - 20.000 zł! Niesiołowskiemu też kapnął. Niesiołowski tłumaczył się potem, że było ich tylko trzech i ponieważ wyjątkowo się napracowali, to im się należało.
Ale jeśli ta „praca” była niekorzystna dla Polski, to czy nie powinii teraz zwrócić i dodatkowo: zapłacić odszkodowania?
_____________________________________________________________________________

Wyborcza zamieściła kilka opowieści ludzi, którzy byli na miejscu katastrofy w Smoleńsku. Ciekawa byłam co myślą ci, z drugiej strony, więc przeczytałam wrażenia minister zdrowia Ewy Kopacz. Być może lekarz mający do czynienia z medycyną sądową robi się nieczuły, ale ten wywiad mnie zmroził.
Najpierw długie opisy jak kto z Rosjan wyglądał i jak był ubrany! Ze szczegółami i pochwałami dobrego gustu, potem opisy pomieszczeń, że eleganckie, urządzone z przepychem, czyste. Dalej, jak wyglądały restauracje, jakie jedzenie w nich serwowano, jak umeblowane były pokoje hotelowe...
Ktoś, wstrząśnięty największą po II wojnie światowej tragedią polską, z pewnością nie byłby w stanie, z dokładnością autora powieści, rejestrować szczegółów z katastrofą niezwiązanych.
Stres spowodowany tragedią nie pozwoliłby zarejestrować niczego poza stanem ciał i bólem rodzin, które przyjechały zidentyfikować najbliższych.
I na koniec to zdziwienie pani Kopacz, że Rosjanie pracujący przy identyfikacji zwłok byli sprawni, uprzejmi i serdeczni! Przecież to zwyczajni, mający empatię ludzie, wykonujący swą nieprzyjemną, acz codzienną pracę.
Może dlatego, że obecna minister zdrowia zwraca uwagę na nieistotne szczegóły, nie rejestruje tego - co ważne. I np. widząc koparkę skojarzyła, że teren katastrofy został dokładnie przekopany...
______________________________________________________________________________

Następne paskudztwo z Wyborczej. W komentarzu ktoś nazwał ją Wymiotną i zamieścił zdjęcie premiera Tuska jako Jockera z Batmana...

http://wyborcza.pl/1,75478,7821881,Incydent_gruzinski_oczami_pierwszego_pilota.html
Znów piłowany jest „nacisk prezydenta Kaczyńskiego na pilota lecącego do Smoleńska”, choć do wyborów jeszcze trochę czasu zostało...
Przeczytałam kilka felietonów w Wyborczej, na temat nacisku Lecha Kaczyńskiego na lądowanie w Tbilisi w 2008r. Znalazłam błędne informacje. Np. w jednym podają, że prezydent polecił kap. Grzegorzowi Pietruczukowi lądowanie w Gruzji, gdy samolot stał na lotnisku w Symfeopolu, w drugim zaś, że już w czasie lotu do Azerbajdżanu prezydent kazał mu lecieć wprost do Tbilisi.
Inne: podano, że po tym, jak Pietruczuk nie wykonał rozkazu prezydenta, ten nie chciał już z nim latać. A sam pilot, w wywiadzie mówi, że latał potem z prezydentem wiele razy i nigdy nie było rozmowy na ten temat.
W samolocie do Azerbajdżanu znajdowało się czterech prezydentów, którzy wyruszyli z pomocą dyplomatyczną dla Gruzji, na której teren wkraczały właśnie wojska rosyjskie. Oprócz polskiego byli także prezydenci Litwy, Łotwy i Estonii. (Na Krymie dołączył prezydent Ukrainy.) Prawdopodobnie decyzja o locie wprost do Gruzji, była ich wspólną decyzją. Wszak prezydent Sarkozy wylądował w Tbilisi dwie godziny wcześniej, więc mogli nie zrozumieć odmowy pierwszego pilota.
Zresztą jeden z prezydentów obecnych wtedy w samolocie publicznie zapewnił, że nie było nacisku, ze strony prezydenta Kaczyńskiego. Raczej polecenie.



Z pewnością fakt odmowy kapitana prezydentowi (choć miał do tego prawo...) spowodował ukazanie się drwiących artykułów w zagranicznej prasie, jakie się potem ukazały.
I z pewnością nie bezpieczeństwo prezydenta miało znaczenie w podjęciu tej decyzji, gdyż jego przejazd samochodem w pobliżu linii frontu, był bardziej ryzykowny.
Pilot, jak sam powiedział, nie znał warunków jakie panowały na lotnisku w Tbilisi i nie chciał improwizować. To go usprawiedliwia, ale zasłanianie się troską o prezydentów w tym wypadku jest propagandą.
Kolejny cytat z Wyborczej: „W końcu prezydent się poddał i poprzez płk. Olszowca przekazał dowódcy, że - cytujemy za notatką dowódcy - Skoro nie możemy wykonać polecenia pana prezydenta, pan prezydent prosi, aby dalszy lot był kontynuowany zgodnie z wcześniej postawionym zadaniem tzn. do Gandży.”

Wyborcza celowo, wciąż od nowa rozdmuchuje późniejsze „prześladowanie” kap. Pietruczuka, za to, że odmówił prezydentowi. A co w tym dziwnego, że pilot był przesłuchiwany? Nie wykonał rozkazu i sprawa musiała zostać wyjaśniona. I w końcu dostał przecież medal - od Klicha.
Oto jeszcze jeden nieostrożny cytat z Wyborczej: „ Olszowiec (jeden z najbardziej zaufanych ludzi Lecha Kaczyńskiego) według pilotów był przeciwny lotowi do stolicy Gruzji, bo podległe mu służby nie były do tego przygotowane. Olszowiec powiedział prokuratorowi, że po powrocie do kraju rozmawiał z Prezydentem i odniósł wrażenie, że nie ma on pretensji do pilota. Mówił nawet, że może dobrze się stało, bo do Tbilisi dotarł na czas i nie było żadnych problemów.”

Odnawiając to zdarzenie, znów na siłę sugeruje się, że podobny nacisk był na pilota tupolewa lecącego do Smoleńska. Ale to sugestia dla nieinteligentnych...
Jarosław Kaczyński krótko to skomentował, „tam była zupełnie inna sytuacja i brat nie ryzykowałby życia 96 osób”.
Zauważcie, że w każdym artykule na temat „nacisku” w Gruzji, jest ta sama notka: „na miejscu drugiego pilota siedział kap. Arkadiusz Protasiuk”. Siedział i milczał. Było nawet bezczelne pytanie dziennikarza, czy kap. Protasiuk mógł bać się konsekwencji niewykonania polecenia prezydenta. Odpowiedział na ten temat, sam Pietruczuk - bohater gruzińskiej odmowy, cytuję za Wyborczą:
„Przeżywaliście potem z kpt. Protasiukiem tamto zajście?
- Nie. Potraktowaliśmy to jako lot, podczas którego trzeba było podjąć taką, a nie inną decyzję. Arek był człowiekiem wybitnie spokojnym. Nie zauważyłem, żeby jakoś to na niego wpłynęło. Jak było faktycznie, tylko on to pewnie wiedział.”

Wyborcza zamieściła to zapewne z niechęcią, ale cóż, nie dało się zrobić z tego przekrętu...
_____________________________________________________________________________

Kto pamięta, że słowa: „Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju” powiedział Chrystus?
______________________________________________________________________________

Piszę o samych aferach, ale to nie moja wina, codziennie jakieś w Polsce się wydarzają...
Oto kolejna. Filmik zamieszczono na You Tube.
Konkurs piosenkarski w telewizji Polsat. Uczeń szkoły muzycznej w Sanoku - Piotr Wolwowicz śpiewa piosenkę Andrzeja Rosiewicza „Pytasz mnie”. Śpiewa pięknie, akompaniując sobie na keybordzie. Słychać głośny aplauz z sali, przez cały czas.
Piotr kończy występ i pokazują się cztery Nie! - przy sprzeciwiającym się wyciu z sali.
Zachowanie jury w czasie piosenki: jeden facecik z wrażenia przełykał coś, co nie wyglądało na wodę i cierpiącą twarz zasłaniał dłonią. Drugi, w wełnianej narciarce nasuniętej na czoło, chichtał się w tle.
Ale najciekawsze były blondynki. Oto Kora (arbiter od spraw kultury i polityki...), wyglądająca jak swoja maska pośmiertna, tuż po operacji, czy też wstrzyknięciu botoksu, z powiększonymi ustami, w makijażu drag queen, w natapirowanym blond koku wycedziła (botoks nie pozwala na mimikę i paraliżuje usta): „no prawie, że umarłam” – choć widoczne było, że nie prawie....
Ale najgorsza była babcia w okularkach (żeby było śmieszniej, w wieku Andrzeja Rosiewicza...). Zmarszczki złości nad zezującymi oczami, które mało jej z orbit nie wyskoczyły: „Tak epatujesz tym głosem z takim zadowoleniem! Coś okropnego! (rechot kabotynka z piciem: ”Może się cieszy, że śpiewa! Uhu hu!...”) Babcia kontynuuje: CHŁOPIE, ciesz się, ale nie śpiewaj takich piosenek. Bogoojczyźniane! Taakie patrrriotyzmy, to jest COŚ! OK-ROP-NE-GO! Nie daj się w to wciągnąć, nie idź tą drogą! (Tu rechot facecików przy – uuuuu! - zdumienia i sprzeciwie sali).
Piotr wysłuchał i powiedział: ”Uważam, że moje wykonanie i tak było najlepsze ponieważ (aplauz sali), w tych czasach emigrowanie jest bardzo częste niestety, a mnie się wydaje, że jednak ojczyzna jest najważniejsza, dziękuję!”
Dupek z jury też powtórzył „Tak, Polska jest najważniejsza”, ale co miał na myśli trudno pojąć, jako, że co zdołał wymamrotać w czasie występu i tak nie miało żadnego sensu.

Dziewczyna za kulisami okazała się o niebo inteligentniejsza od jury, powiedziała: „Piotrek, pokazałeś to co chciałeś - Polska jest najważniejsza! Takie piosenki najbardziej lubisz i tak trzymaj! Powodzenia.”
Ciekawa jest reakcja internautów - wszyscy za Piotrem. To jest optymistyczne.
Nie znam dupków z jury, w każdym razie Kora nigdy nie śpiewała jak ten chłopiec, bo ma małą skalę głosu, muzycznie nie dorasta mu do pięt, upraszcza melodie - jeśli są dla niej za trudne, rocka akcentuje jak czardasza, z niemożliwym przytupem: ósemka na zaakcentowaną ćwierćnutę z kropką. Brrrr.....
A awanturę wywołała piosenka Andrzeja Rosiewicza, który kiedyś podnosił nas na duchu w czasie komuny... Dziś Andrzej stał się w pewnych kołach ...niemodny i ...staroświecki!
Akurat ta piosenka ma całkiem niewinne słowa i najlepiej to zdarzenie skomentował Jan Pietrzak, którego wyśmiewanie kocham, bo trafia w dziesiątkę. Przy tym nie przebierając w słowach - a właśnie tak należy traktować durni i durne wydarzenia..
Nie potrafię tylko zrozumieć dlaczego głupota i prymitywizm królują w polskich mediach? Mimo, że większości się nie podoba, to i tak oglądają i nabijają kabzy cwaniakom i zdrajcom.
__________________________________________________________________________

Opisałam, ale właściwie najlepiej jak przekonacie się sami. Oto oba filmiki:




__________________________________________________________________________

Kiedy miałam dwadzieścia lat, patrząc na osobę starszą nie mogłam sobie wyobrazić, że była ona kiedyś tak młoda, jak ja.
Dziś widzę, jak patrzący na mnie młodzi ludzie, nie mogą sobie wyobrazić, że kiedyś byłam młodą ...laską.
Widocznie taki brak wyobraźni jest cechą młodości...:)
Dla niedowiarków dowód, że byłam! I do tego grałam na gitarze elektrycznej!...


___________________________________________________________________________